Lena obudziła się. Czuła każdy mięsień swojego ciała, anawet każdą komórkę. Nie mogła poruszyć małym palcem u stóp. Próbowała sobieprzypomnieć co się zdarzyło. Wyszła z domu, pojechała autobusem do księgarni.Ale co się stało? No tak! Ktoś ją napadł. Nie, nie ktoś. Teraz była już pewna.To był ten nieznajomy. Alex!
Dziewczyna szybko otworzyła oczy. Leżała w łóżku. Szpital.Nie, tylko nie to! – pomyślała. I nagle zobaczyła go. Siedział na krześle, zezwieszoną głową. Oczy miał zamknięte, tak jakby podpuchnięte. Wyglądał, jakbyprzesiedział tutaj całą noc. Rozczochrane włosy, powyciągane ciuchy. Lena poraz pierwszy patrzyła na niego tak długo i jednocześnie w całej okazałości.Teraz już zapomniała o szpitalu, napadzie… Zaraz, zaraz, napad! Dziewczyno, coty robisz, powinnaś wezwać ochronę! – pomyślała. Jednak nawet nie drgnęła.Owszem, mogła się już ruszać, ale nie zrobiła tego nawet wtedy, gdy Alexobudził się i uśmiechnął, a potem stanął nad nią i pocałował. Nie trwało todługo, kilka chwil. Dziewczyna poczuła tylko muśnięcie jego ust. Otworzyłaoczy. Ale jego już nie było. Rozpłynął się. Zniknął. I nagle zobaczyła, że dosali wchodzą jej rodzice. Uśmiechnęła się na pokaz i otarła łzę.
- Córeczko, żyjesz! Co ty robiłaś?! Jak ty mogłaś spaść ztych schodów? Ty moja mała łamago – zaśmiała się matka Leny.
- Jak to, spadłam… ze schodów..?
- Nic się nie martw, nikomu nie powiemy, – mrugnęła – adowiedzieliśmy się od Kate. Bardzo jesteśmy wdzięczni twojej koleżance,uratowała ci życie.
- Tak, mamo, masz rację, muszę jej podziękować. Ale kiedy tosię stało?
Wtem do szpitalnej sali wpadł doktor.
- Czemu nikt mnie nie powiadomił, że się obudziła? –uśmiechnął się – państwa córka…
Kiedy lekarz zaczął opowiadać o stanie zdrowia, dziewczynawyłączyła się, bo zauważyła, że w ręce trzyma tą samą wizytówkę, którą znalazław księgarni. Jednak tym razem numer telefonu był zamazany, a z tyłu widniałnapis: „Nie dzwoń, nie szukaj. Zapomnij mój Aniele.”

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz