piątek, 1 marca 2013

Rozdział 13

Alex przeprowadził Lenę przez próg. Była to malutka kabina dla pasażerów. Mała, ale świetnie wyglądająca. Każdy detal był tutaj dopracowany. Ktoś musiał włożyć w to dużo pracy. W oddali stała kanapa, telewizor oraz barek z jedzeniem i piciem. Na środku rozciągało się ogromne łóżko, z baldachimem i tysiącem poduszek. Lena zarumieniła się.
- Powinnaś odpocząć. Cały dzisiejszy dzień spędziłaś na nogach.
- Rzeczywiście jestem zmęczona, ale nie dam rady zmrużyć oka. Nie zasnę - jej wzrok utkwił w podłodze. Alex chwycił brodę Leny i podciągnął do góry.
 - Uśmiechnij się. Już nic ci nie grozi - powiedział i złożył pocałunek na ustach dziewczyny. Zachwiała się i przechyliła, jednak chłopak zdążył ją przytrzymać. Wziął na ręce i lekko położył na łóżku.
- Źle się czujesz?
- Nie, jest wszystko w porządku. Po prostu zakręciło mi się w głowie - przymrużyła oczy i uciekła wzrokiem.
- Musisz iść do lekarza. Zobacz jak wyglądasz. Cała blada, zimna - dotknął jej czoła.
- Ale nic się nie dzieje. Czuje się dobrze. Po prostu nie lubię latać samolotem. Ludzie tak mają - zaśmiała się, jednak znów zbladła.
- Co ci jest? - zdenerwował się Alex.
Lena wsparła się na ręce i podciągnęła. Przybliżyła twarz do chłopaka i poszukała jego ust. Zaczęli się całować.
- Czekaj, najpierw odpocznij... - przerwał, jednak nie dokończył zaskoczony następnym pocałunkiem. Dziewczyna pociągnęła bluzkę Alexa i razem leżeli już oparci o siebie. On zaczął całować je stopy, następnie kolana, przeszedł z powrotem do ust.
- Zdejmij koszulkę i odwróć się. Pomasuję cię.
Lena ściągnęła bluzkę, położyła się i odpięła stanik. Chłopak okrężnym ruchem zaczął wodzić po plecach dziewczyny.  Najpierw barki, potem ramiona, przeszedł do niższych partii. Przerwał.
- Liczę na rewanż. Teraz ty - uśmiechnął się i pocałował nastolatkę w policzek. Jednak ona nawet się nie ruszyła.
- Lena! No, nie udawaj! Ściągam koszulkę - powiedział i położył się obok niej.
Nagle pokój przeszedł odgłos głębokiego snu - chrapanie.

niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział 12



- Buenos? Co takiego jest w Buenos?
- Najlepsze miejsce do ukrycia.
- Boję się zapytać jakie – mrugnęła.
- Przede wszystkim bezpieczne! – Kate wybuchła śmiechem
- Kate, proszę cię nie żartuj w takiej chwili. – spoważniał Alex i przeniósł wzrok na Lenę – Mam tam zaufanego przyjaciela. Dostał awans i stał się obserwatorem ziemskim w Buenos. Ma tam swoją siedzibę. Kiedyś rozmawiałem z nim o ucieczkach aniołów. Powiedział, że jest zafascynowany takimi wymknięciami, choć sam nie ma na to odwagi. Dlatego zaproponował mi pomoc, gdybym oczywiście kiedykolwiek miał na to ochotę.
- W jaki sposób ma działać ta pomoc? Przecież nic nie da skrycie się u obserwatora.
- Masz rację. Ale nie o to chodzi. Michael ma nam pomóc przejść metamorfozę – uśmiechnął się.
- METAMORFOZĘ? – krzyknęła Lena – Chcecie ze mnie zrobić anioła?!
Rodzeństwo wybuchło śmiechem.
- Nie o taką przemianę mi chodzi. Michael wyrobi nam fałszywe dokumenty, trochę zmieni wygląd, podaruje inne ubrania. No i zgodził się na stały kontakt. Będzie nas informował, gdzie jest rząd, który nas śledzi. – zadumał się – Ten człowiek zawsze przywoływał u mnie wesołe wspomnienia.
- A my? Kate?
- Kupiłem nam małą chatkę na wybrzeżu. Mam nadzieję, że ci się spodoba.
- Ale jak mamy zamiar żyć? Przecież za niedługo będziemy musieli uciekać. Oni się zorientują. Zabiją nas.
- Nie panikujmy. Rząd nie jest tak sprytny jak ziemska policja. Zajmie im trochę czasu zanim zorientują się, że wyglądamy zupełnie inaczej. A teraz powiedz: jak zawsze chciałaś wyglądać?
- Nie wiem, czy jestem w stanie o tym teraz myśleć. – przerwała – Wiesz, czuję, że sypie się całe moje życie. Uciekam od rodziców, z aniołem, którego ściga rząd, mam się całkowicie zmienić i co? Żyć szczęśliwie jakby nigdy nic się nie stało?
- Choć ze mną – Alex pociągnął Lenę za rękę

niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział 11



- Ja nie mogę… Nie chcę, żebyś cierpiał! Przecież samo wyrwanie skrzydeł będzie męką, a co dopiero gdy dopadnie cię rząd! Nie pozwolę ci!
Alex przytrzymał Kate i spojrzał w jej oczy:
- Powiedz czy mnie kochasz…
Nastolatka rozpłakała się i spuściła wzrok. Nie chciała, żeby ją taką widział. Przytuliła się i pogłaskała jego skrzydła.
- Jeżeli powiem „tak” stracisz je, a potem swoje życie. Skarzę cię na wieczne cierpienie. Nie umiem zasądzić takiego wyroku, właśnie dlatego, że cię kocham. Nie karz mi wybierać.
Alex odsunął się i wstał, podniósł z ziemi nóż i zapytał:
- Kochasz mnie?
- Tak, ale…
- Nie pytałem o nic więcej – przerwał jej i uciął jedno skrzydło. Skrzywił się z bólu i upadł na ziemię.
- Nie! – krzyknęła Lena i podbiegła do niego – Alex! Alex, powiedz coś!
- Nic się nie stało, – podał dziewczynie nóż – odetnij drugie.
- Nie mogę!
- Odetnij! – krzyknął – Będziemy już na zawsze razem, nikt nam nie przeszkodzi… Kate czeka na nas na lotnisku. Dzisiaj polecimy do Buenos Aires, tam przeczekamy do rana. Później będziemy mogli przepłynąć na wyspę. Będą na nas czekali. Odetnij, szybko… -ponaglił Alex.
Dziewczyna zamknęła oczy i przecięła. Nagle anioł uniósł się do góry, jakby lewitował, a na miejsce białych, puszystych skrzydeł wyrosły czarne, ogromne i złowrogie. Lena krzyknęła i odskoczyła.
- Alex, co ci jest?
Piękne, czarne oczy straciły swoją barwę, stały się czerwone, wielkie i straszne. Jednak nastolatka nie zwróciła na nie uwagi, podbiegła do niego i uchwyciła w talii.
- Kocham cię – szepnęła, kiedy ten podniósł ją do góry.
- Ja ciebie też. Dlatego wybrałem to życie, złe i dobre jednocześnie – Alex oderwał się i złożył namiętny pocałunek na wargach Leny.
Po chwili kochankowie nadal objęci wkroczyli na pokład awionetki, w której czekała Kate.
- Cześć  dziewczyno! Hej A!
- A? Mówisz na niego A? – zaśmiała się Lena.
- To mój mały braciszek! – uśmiechnęła się.
- Kate, wiesz… Przepraszam za tą colę, ale rozumiesz…
- Spokojnie mała, wskakujcie! Lecimy gołąbeczki! Kierunek: Buenos Aires!

sobota, 12 stycznia 2013

Rozdział 10



- Grozisz mi?
- Nie, ale musisz w końcu dowiedzieć się prawdy. Będziesz jedyną osobą na świecie, która dowie się o tak pilnie strzeżonych rzeczach.
- Słucham… ciekawe co będziesz chciał mi wmówić…
- Zakochałem się w tobie. Choć nie powinienem, ale jesteś dla mnie wszystkim. Przyciągasz jak narkotyk i nie dajesz uwolnić się ze swoich sideł. Chciałem tego uniknąć, uciec i nie myśleć… Nie jestem na tyle silny. Okazało się, że miłość jest ważniejsza od istot nadprzyrodzonych. – zaśmiał się – Pewnie zastanawiasz się czemu nie powinienem?
Zdezorientowana dziewczyna zarumieniła się i usiadła. Nie mogła nic powiedzieć.
- Nie wie tego nikt, kto mieszka na ziemi, ale każdy nieśmiertelnik ma swojego anioła. Wy nazywacie je „stróżami”… My mówimy „ochroniarze”. – uśmiechnął się i zaraz spoważniał – Dostajemy przydział co 5 lat. Rząd uznał, że przez taki czas nie da się przywiązać. Mylili się. Kilkadziesiąt lat temu jeden z „ochroniarzy” zbuntował się. Nie chciał już dłużej ukrywać miłości swojego życia. Uciekł z niebios, wyrywając sobie skrzydła. Sprowadził na siebie i swoją podopieczną gniew Bogów. Ukochani uciekali przez 10 lat. W końcu Anie zaszła w ciążę. Kochankowie zmuszeni byli zatrzymać się w hotelu na dłużej. Bogowie odnaleźli ich, kiedy spali. Rano sprzątaczka otworzyła drzwi, a oni byli uduszeni. Po tym wydarzeniu aniołowie przestali słuchać rządu. Zaczęli się buntować i budować związki między sobą. Od tamtego czasu nie było ani jednego człowieka, który spotykałby się z nieśmiertelnym. Wiesz czemu?
Zapadła cisza. Nikt się nie poruszył. W końcu Alex odpowiedział:
- My nie możemy umrzeć. Dostajemy surowsze kary. Adekwatne do popełnionego czynu.
-Chcesz wzbudzić tym moją litość? – wybuchła Lena – Chcesz żebym upadła ci na kolana, bo co…? Jesteś aniołem?! Nieważne kim. Najpierw chciałeś mnie zabić, a gdy ci się to nie udało… porwałeś mnie!
Dziewczyna zaczęła płakać.
- Nienawidzę cię! Powinieneś mnie chronić, a nie zabijać!
Alex podbiegł do Leny i objął ją.
- Spokojnie, spokojnie… - szeptał – Nigdy bym cię nie skrzywdził. Słyszysz?! Nigdy!
- Więc czemu to zrobiłeś?
- To nie ja na ciebie napadłem. Owszem, chciałem, żebyś tak myślała. Chciałem, żebyś mnie znienawidziła, żebym już nigdy nie mógł się do ciebie zbliżyć. Dostałem to! Ale nie mogę tak dłużej żyć! Proszę cię, wysłuchaj mnie do końca…
Chłopak odszedł na bok, odwrócił się i skulił. Jego mięśniami zaczęły targać drgawki. Lena podbiegła i chwyciła dłoń Alexa. Ten popatrzył w jej oczy. Nagle z jego kręgosłupa wyrosły dwa, ogromne i białe skrzydła.
- Ohh – wyrwało się dziewczynie – są… cudowne! Ale myślałam, że już ich nie masz…
- Daj mi dokończyć… Ktoś rzeczywiście chciał cię zabić, a kiedy uratowałem cię, spróbował porwania. Prawdopodobnie to ktoś z rządu. Wiedzą o moich zamiarach, ale nie potrafią być aż tak szybcy… Kiedy po raz pierwszy cię zobaczyłem, od razu chciałem wyrwać skrzydła. Moja siostra, Kate powstrzymała mnie. Pomogła mi zapomnieć, udawała moją dziewczynę… Ale ja już tak dłużej nie mogę! Muszę wiedzieć, czy mnie kochasz, czy uciekniesz ze mną… Inaczej nie dotknę moich skrzydeł…

wtorek, 8 stycznia 2013

Rozdział 9



Lena obudziła się. Otworzyła oczy. Jednak tym razem nie leżała na szpitalnym łóżku. Nie wiedziała gdzie się znajduje. W pomieszczeniu panowała ciemność. Czuła, że ma związane ręce, nogi, zaklejone usta. Z czoła kapała jej krew, a policzek pulsował jak nigdy. Dziewczyna próbowała zmienić pozycję. Zaczęła się tarzać i turlać. Obijała się o metalowe ściany.
- Gdzie ja jestem? – pomyślała.
Po chwili już wiedziała. Samochód skręcił, a ona wraz z nim. Wiedziała, że jadąc nikt ją nie usłyszy, ale i tak krzyczała: POMOCY! W końcu zabrakło jej powietrza i głosu. Gardło zaczęło bezlitośnie piec. Nie mogła już szeptać. Usiadła, oparła się o zimną ścianę. Zaczęła płakać.
- Czy właśnie tak skończę życie? W wieku 16 lat?
Szukała ostrych przedmiotów, kopała w drzwi. Niestety nie był to film. Lena miała przy sobie tylko rozładowany telefon i 50 groszy, a była za słaba na jakikolwiek ruch. Znów zasnęła.
Nagle poczuła jak samochód zatrzymuje się. Usłyszała jak ktoś trzaska drzwiami.
- Nareszcie Mike! Czekałem całą noc! Masz naszą zgubę?
Lena miała wrażenie, że skądś znała ten głos. Melodyjny, stanowczy, ale zabawny.
- Witaj szefie. Korki były. Odwaliłem swoją robotę. Masz przekazać ją Łysemu o 15. Mówił, że z dokładnością do milisekundy. Chce mieć ją całą, więc uważaj.
Kierowca otworzył drzwi. Dziewczynę zalało światło. Choć dopiero świtało, na zewnątrz było o wiele jaśniej niż w samochodzie. Z początku nastolatka stawiała opory, ale po chwili walki Mike brutalnie postawił ją na ziemi i przytrzymał.
- Ale się rwie! Spokojnie rybeczko! – skomentował i dał jej klapsa.
Lena wydała z siebie jęk, lecz zaraz postanowiła siedzieć cicho. Teraz nie widziała już nic. Mike nałożył na jej głowę czarny worek.
- Lecę szefie. Zajmij się nią!
Dziewczyna stała na ziemi. Zaczęła się chwiać, ale ktoś ją podtrzymał. Czuła się upokorzona, mała i nic nie znacząca. Mężczyzna wziął ją na ręce. Szedł przez około dziesięć minut, następnie otworzył drzwi i zapalił światło. Położył Lenę na czymś twardym. Zaczął rozwiązywać jej nogi, potem przystąpił do rąk. Gdy ostatni węzeł puścił dziewczyna gwałtownie odsunęła się, ściągnęła z głowy worek oraz odkleiła taśmę. Teraz już wiedziała skąd znała ten głos. Był to Alex. Cały ubrany był na czarno.
- Wiedziałam, że za tym stoisz! Czego ode mnie chcesz?! Zgwałcić, zabić? Co ja ci zrobiłam?! – Lena zaczęła się cofać.
- Poczekaj, wszystko ci wyjaśnię! To nie ja…
- Nie tłumacz się, mów co chcesz! – dziewczyna znalazła klamkę i przekręciła, nie udało się.
Ponowiła próbę, lecz na próżno.
- Nigdzie nie pójdziesz dopóki ja na to nie pozwolę! – krzyknął Alex.

niedziela, 6 stycznia 2013

Rozdział 8



- Dziewczyny, wasza cola, a może coś więcej? – mrugnął kelner w stronę Katie.
- Dzięki szeryfie, ale pozostaniemy na napoju dla NIEPEŁNOLETNICH! – Doris odciągnęła swoją przyjaciółkę od mężczyzny – Co ten facet sobie myśli! Widziałaś to Lena?!
- Lena! – potrząsnęła nią Katie – Twoja cola!
- Na pewno się przyda! – dziewczyna wyrwała puszkę z ręki koleżanki i zeszła ze stołka.
-Halo, gdzie ty…?
Nastolatka zaczęła podążać w stronę przytulającej się pary. Stanowczym krokiem stanęła nad nimi i odchrząknęła. Młodzi zerwali się wystraszeni. Lena spojrzała w oczy Kate, potem Alexowi. Jej twarz była spokojna i miło nastawiona, jednak Alex był wystraszony. Mało tego, on się bał, ale nie Leny, a tego co może się stać. I nie mylił się.
- Przeszkadzam państwu? – zaczęła miło dziewczyna – Ups, przepraszam, że przeszkodziłam, ale kiedy zobaczyłam tak znajome twarze, musiałam podejść – uśmiechnęła się.
- Cześć Lena… - zaczęła Kate.
Jednak nie udało jej się skończyć, bo nagle została oblana colą przez Lenę. Dziewczyna siedziała jeszcze przez chwilę  osłupiała i dopiero po paru minutach zorientowała się co się stało.
- Jak mogłaś, uratowałam ci życie… - zaczęła Kate, ale skompromitowana wybiegła do toalety.
Alex nagle zmienił postawę i z wystraszonego stał się groźnym. Jego oczy płonęły. Zrobił się czerwony i po chwili wybuchnął:
- Jak mogłaś?!
- Ty się pytasz: jak mogłam? Wiesz co oznacza: szpital, złamana ręka, depresja przez parę miesięcy, nieustanny strach, pocałunek bez wyjaśnień?! I ty się pytasz JAK MOGŁAM?! – słowa wypływały z Leny nieustannie, zaczęła połykać końcówki – Nienawidzę cię! Spieprzyłeś mi życie!
Ostatnie słowa dziewczyna podkreśliła i wykrzyknęła, co jeszcze bardziej zdenerwowało chłopaka.
- Przestań mówić do mnie tym tonem! Miałaś się do mnie nie zbliżać, przestać szukać! Ale ty zawsze musisz wtrącać się w nieswoje sprawy! Jesteś ostatnim człowiekiem na ziemi, z którym chciałbym mieć cokolwiek wspólnego!
Lena cofnęła się o jeden krok. Oczy zaszły jej łzami, zaczęła się kołysać, nie mogła znaleźć już żadnych słów. Pękło jej serce. Wymierzyła jeszcze policzek Alexowi i szybko, bez oglądania się za siebie wybiegła na zewnątrz.
Odetchnęła, choć dalej nie mogła swobodnie oddychać. Płakała. Biegła, biegła, biegła. Nagle znalazła się w lesie. Nawet nie zauważyła, kiedy tam dotarła. Przysiadła na pniu i skuliła się. Jednak po chwili jej oczy zaszły mgłą. Chciała wstać, ale ktoś jej pomógł. Zaprowadził do auta i zatrzasnął drzwi, a potem zakleił usta.