niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział 11



- Ja nie mogę… Nie chcę, żebyś cierpiał! Przecież samo wyrwanie skrzydeł będzie męką, a co dopiero gdy dopadnie cię rząd! Nie pozwolę ci!
Alex przytrzymał Kate i spojrzał w jej oczy:
- Powiedz czy mnie kochasz…
Nastolatka rozpłakała się i spuściła wzrok. Nie chciała, żeby ją taką widział. Przytuliła się i pogłaskała jego skrzydła.
- Jeżeli powiem „tak” stracisz je, a potem swoje życie. Skarzę cię na wieczne cierpienie. Nie umiem zasądzić takiego wyroku, właśnie dlatego, że cię kocham. Nie karz mi wybierać.
Alex odsunął się i wstał, podniósł z ziemi nóż i zapytał:
- Kochasz mnie?
- Tak, ale…
- Nie pytałem o nic więcej – przerwał jej i uciął jedno skrzydło. Skrzywił się z bólu i upadł na ziemię.
- Nie! – krzyknęła Lena i podbiegła do niego – Alex! Alex, powiedz coś!
- Nic się nie stało, – podał dziewczynie nóż – odetnij drugie.
- Nie mogę!
- Odetnij! – krzyknął – Będziemy już na zawsze razem, nikt nam nie przeszkodzi… Kate czeka na nas na lotnisku. Dzisiaj polecimy do Buenos Aires, tam przeczekamy do rana. Później będziemy mogli przepłynąć na wyspę. Będą na nas czekali. Odetnij, szybko… -ponaglił Alex.
Dziewczyna zamknęła oczy i przecięła. Nagle anioł uniósł się do góry, jakby lewitował, a na miejsce białych, puszystych skrzydeł wyrosły czarne, ogromne i złowrogie. Lena krzyknęła i odskoczyła.
- Alex, co ci jest?
Piękne, czarne oczy straciły swoją barwę, stały się czerwone, wielkie i straszne. Jednak nastolatka nie zwróciła na nie uwagi, podbiegła do niego i uchwyciła w talii.
- Kocham cię – szepnęła, kiedy ten podniósł ją do góry.
- Ja ciebie też. Dlatego wybrałem to życie, złe i dobre jednocześnie – Alex oderwał się i złożył namiętny pocałunek na wargach Leny.
Po chwili kochankowie nadal objęci wkroczyli na pokład awionetki, w której czekała Kate.
- Cześć  dziewczyno! Hej A!
- A? Mówisz na niego A? – zaśmiała się Lena.
- To mój mały braciszek! – uśmiechnęła się.
- Kate, wiesz… Przepraszam za tą colę, ale rozumiesz…
- Spokojnie mała, wskakujcie! Lecimy gołąbeczki! Kierunek: Buenos Aires!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz